poniedziałek, 28 stycznia 2019

Od Mii

Niko wyjechał i tak nie ubłaganie nadeszły moje urodziny. Klara i Laura od raza dzwoniły do mnie na zmianę by omówić szczegóły wypadu do klubu. Wolałam szczerze spędzić ten dzień w łóżku ale nie mogłam, przyszły by po mnie i chyba śmierć by mnie uchroniła od wieczornej imprezy. Na szczęście było już po egzaminach i miałam 2 tygodnie przerwy.
-Mia masz się ubrać w tą kieckę. -powiedziała Klara kiedy już szykowałyśmy się na imprezę w moim domu.
Pokazała mi małą czarną sukienkę. Miałam figurę idealna na obcisłe sukienki a i dekolt nie świecił pustkami ale wolałam bardziej skromne kreacje.
-Nie wiem...-powiedziałam nie przekonana.
-Nie ma innej opcji kochana.-powiedziała Laura.
-Do tego te czarne pończochy i czarne szpilki.
Ubrałam się i umalowałam się. Laura była fryzjerką więc bez namawiania zabrała się za moje włosy.
-Masz cudowne włosy.. chciałabym takie.-powiedziała.
-Myślałam by je obciąć.
-Co? Żartujesz! Masz włosy po tyłek i to zadbane!
-Nie wiem.. może jakbym.. chciałabym by Niko więcej czasu spędzał ze mną.

Znalezione obrazy dla zapytania dziewczyny gif

Przytuliły mnie.
-Wiesz że się spełnia. Kto jak kto ale ty to powinnaś rozumieć. Sama dążysz do swoich celów.
-Wiem ale nadal mi ciężko.
-A ja nawet chłopaka na stałe nie umiem utrzymać-powiedziała Klara śmiejąc się.
Nooo.. zaliczała się do tych łatwiejszych dziewczyn więc każdy szukał u mniej seksu a nie miłości. Wszyscy o tym wiedzieli.
Laura zrobiła mi takiego "koka w nieładzie". Wypiłyśmy jeszcze kilka drinków kiedy byłyśmy już gotowe.

Taksówką dojechałyśmy do klubu. Dziewczyny wcześniej nie chciały zdradzić gdzie dokładniej się wybieramy. Okazało się że wybrały jeden z lepszych klubów jednak  tu zdarzały się często incydenty z narkotykami a i nawet z tabletkami gwałtu. Jak w każdym klubie znaleźli się debile którzy nie umieją normalnie żyć.
Ochroniarz nas wpuścił bez problemu. Głośna muzyka i tłum ludzi, nie przyznam ale tęskniłam za tym. Dawno nie imprezowałam ze względu na naukę.
Podeszłyśmy do baru.
-Sześć shot'ow z pomarańczą. -powiedziałam.
Wypiłyśmy od razu po dwa i zagryzłyśmy kawałkiem pomarańczy. Miałam głowę do picia.
-Mam coś.-powiedziała Klara.
Poszłyśmy do łazienki.
-O co chodzi?-zapytałam.
-Ekstazy. -powiedziała jak byłyśmy we 3 w kabinie.
-Nie chcę.-powiedziałam.
Nie byłam za narkotykami a wręcz nie akceptowałam ich jednak każdy miał wolną wolę i decydował o sobie.
Wyszłam zostawiając je we dwie.
-Idę zamówić drinki-powiedziałam do nich
-Zaraz dołączymy.
Podeszłam do baru i poprosiłam o to samo. Jakiś typek chciał mi piwo postawić ale go spławiłam.
Wróciły dziewczyny.
Laura były mimo wszystko jakaś delikatnie zestresowana.
-Zapomniałam czegoś z łazienki chodź ze mną Mia.-powiedziała po czym spojrzała na Klarę.
-Idźcie jak popilnuje drinków. -powiedziała Klara.
Poszłam z Laurą.
-Dużo wzięłyście?-zapytałam w trosce.
-Nie, spokojnie.-powiedziała.
Zajrzała do torebki.
-Ale ze mnie gapa. Jednak nie zapomniałam.
Przewróciłam z uśmiechem oczami i wróciłyśmy do Klary.
Nie wiedziałam że to ukartowały i w międzyczasie jak Laura mnie odciągała to Klara dosypała mi czegoś do drinka.
Wypiłyśmy i poszłyśmy na parkiet.

poniedziałek, 14 stycznia 2019

Od Deana

   Wjechałem na ulicę gdzie mieszkał Stary, na ciemnej, brudnej pełnej pseudo-dilerów, dziwek, patologii i tego, co na takich dzielnicach najgorsze. Stary oddychał głośno, sapiąc i wydając z siebie dziwne, niepokojące dźwięki, jakby był chory na nadciśnienie. Mijałem kamienice z kruszących się czerwonych cegieł, masę śmieci przy krawężnikach i pijanych nastolatków siedzący na nich. Nie interesowało mnie, z kim i jakie życie prowadzi Stary. Mnie obchodziła kasa i moje długi, a było ich sporo. Daję możliwość brania kokainy na ''kreskę'', pod warunkiem, że odda hajs w przeciągu tygodnia, a jak nie mam czasu to nawet potrafią przeciągnąć to do 4 tygodni. Szkoda, bo ci co brali byli nawet celebrytami, politykami, kucharzami a nawet dobrymi prawnikami czy też sędziami. Każdy na świecie bierze koks, może to być nawet nauczyciel.
   Aczkolwiek tym, którzy przeciągali i brali, kończyło się źle. Czemu więc opychałem to gdy wiedziałem, że się zadłużają? Otóż, ja nie odmawiam, po prostu daję. A dla mnie to zysk, bo tak czy siak przestraszy się i odda całość jeszcze z nadwyżką.
-Nie pal w aucie. - odparłem, wpatrując się w ciemne ulice. Jechałem tu dość wolno, nigdy nie byłem pewien czy żaden ćpun nie wjedzie mi na ulicę czy na maskę.
   Stary zaczął kaszleć tak głośno, że podgłosiłem radio.
-Dean, nie wkurwiaj mnie, ja cię proszę... - pogroził palcem dusząc się z każdym słowem. - I wyłącz to gówno!
   Swoją drogą, nie należał do osób kulturalnych ani też inteligentnych a nawet mądrych czy przeciętnych. Był po prostu tępy.
-To nie gówno, to Beethoven, a po drugie jak się coś nie podoba to wypad. - odparłem spokojnym tonem. - Módl się, żebyś miał pieniądze w mieszkaniu, bo wtedy ja się wkurwię.
   Zamilkł i wyrzucił papierosa przez okno wstrzymując powietrze. Zatrzymałem się, zgasiłem auto i wyszedłem z niego akurat patrząc kątem oka jak Stary próbuje ze stresu otworzyć drzwi od klatki. Co jeszcze zabawniejsze, był po koksie.
   Gdy otworzył drzwi pognał do drzwi na parterze po lewej i wpuścił mnie nawet nie zamykając drzwi. W środku czułem smród papierosów, zgniłych śmieci i alkoholu, a wszędzie rozrzucone ubrania.
-Gdzie Doris? - spytałem o jego żonę, otyłą i okropnie paskudną z charakteru.
-Powinny tu być... Powinny...- Stary w agonii szukał kasy a ja spokojnie rozglądałem się po pokoju.
-Spokojnie Stary, mam czas. - zaśmiałem się siadając na kanapie.Tymczasem Stary wybiegł z pokoju z kartonem i usiadł naprzeciwko mnie wyjmując na oko 30 tysięcy dolarów.
-To wszys...wszystko co mmam... - wymamrotał wielkimi oczami wpatrując się we mnie.
   Roześmiałem się.











-Stary... - odparłem rozbawiony. - Wisisz mi 50 koła, gdyby nie to, że raz ci pomogłem. Raz. Drugi nie przejdzie.
-Nie mam więcej... ale będę miał, jutro...
-Odsprzedasz mi udziały. 50%. Wtedy może być 30 tysięcy.
-Nie mogę, przecież wiesz... ja...
-Tak czy nie, odpowiedzi nie masz tak wiele.
-Dean...
-Jeśli nie wykonuję jeden ruch i cię będą psy zbierały.
-D...DOBRA! Dobra....
-Świetnie. Jutro to dogadamy. Miło się ubija interesy.
   Wziąłem pieniądze i otworzyłem drzwi.
-Astan cię szuka.
   Spojrzałem na niego, mówił serio.
-Po co?
-Ma do ciebie interes...
-Przekaż mu, że w niczym mu nie pomogę.
  Wyszedłem i podążyłem do auta. Gdy wszedłem do drugiego mieszkania około 2 w nocy zanieść pieniądze czekała na mnie Billie.
-Co tu robisz?
-Mam wiadomość...
-Astan? Wiem.
-Skąd? - parsknęła śmiechem.
-Po prostu.
-On ma do ciebie jakiś wielki biznes, Dean.
   Z Astanem raz pojechałem do Holandii po towar, zwiedzić trochę świata. Nigdy nie mam wolnego, ale wtedy przy okazji odbierania mogłem się dorobić o pare tysięcy dolarów. Ale mnie wydymał. I od dwóch lat go szukam, po roku odpuściłem. Jestem najlepszy w tym co robię, nieuchwytny, cichy i kumaty od dzieciaka, i tak to leci. Ale praca z nim byłaby błędem i kolejnym gównem.

niedziela, 13 stycznia 2019

Od Mii

Poranne słońca muskało moja dopiero co wybudzoną twarz. Otworzyłam oczy i odwróciłam się by zobaczyć puste miejsce obok mnie na łóżku.
-Niko?-zapytałam.
Odpowiedziała mi cisza. Wyszłam z łóżka i założyłam szlafrok. W kuchni też go nie było. Zobaczyłam karteczkę na drzwiczkach od lodówki.

"Dzień dobry kochanie. Jestem u chłopków, ćwiczymy przed koncertem. Przyjdę na kolację. Kocham Cię"

Nikolas był gitarzystą i razem z chłopakami założyli zespół. Na początku szło im słabo ale teraz wybili się i mają już zlecenia na koncerty w większych miastach. Nie byłam co do tego przekonana, często nie było go w domu a już szczególnie jak wyruszał w trasę. Nie martwiłam się o niego. Nigdy nie dawał mi ku temu powodów. Nie zdradziłby mnie mimo iż w trasie spędza bardzo dużo czasu i nie jedna fanka by chciała go uwieść.
Napiłam się soku i poszłam się ogarnąć. Na 10 miałam być na uczelni. Byłam bardzo punktualną osobą więc musiałam się śpieszyć.


Godzinę później byłam już w drodze. Zaparkowałam na przeciwko uczelni i pobiegłam do przejścia dla pieszych. Ciężko było przejść ponieważ była to droga na dwa pasy w każdą stronę. Na moje szczęście jakiś starszy pan zatrzymał się więc ruszyłam pośpiesznie by zaraz się gwałtownie zatrzymać. Jakiś chłopak z piskiem zatrzymał samochód. Pokręciłam głową i przeszłam na drugą stronę. Na tych pasach nie raz dochodziło do potrącenia i to nawet w nocy kiedy był bardzo mały ruch. Nie raz pisaliśmy do burmistrza w sprawie zamontowania tu świateł. Na nic jednak były nasze listy, ponieważ budżet miasta na to nie pozwalał co było dla mnie absurdalne.
Weszłam do uczelni i zdążyłam do klasy. Usiadłam w pieszym rzędzie. Profesor jak zwykle zaczął zajęcia wypytując nas.
-Co oznacza zasada "ignorantio iuris nocet"?
-Nieznajomość prawa szkodzi. Nieznajomość norm prawa nie uchyla odpowiedzialności prawnej.-powiedziałam najszybciej z grupy.
-Co oznacza "dura lex, send lex"?-zapytałam patrząc już tylko na mnie.
-Twarde prawo ale prawo.-powiedziałam.
-"Lex retro non agit"?
-Prawo nie działa wstecz.-odparłam.
Zadał mi jeszcze kilka pytań i przeszedł do zajęć. Nie ukrywałam że byłam prymuską. Ciężko mi było się od małego uczyć. Chodziłam do słabych szkół, nie miałam pieniędzy na korepetycje. Jednak dawałam sobie świetnie radę aż w końcu sama zaczęłam udzielać korepetycji nawet dzieciakom z klasy wyżej ode mnie. Wyprzedzałam materiał o dwie klasy. W wakacje siedziałam w książkach. Mimo to miałam czas na wypady ze znajomymi i na spotkania z Nikolasem. Miałam pamięć wzrokową dlatego tak łatwo wszystko przyswajałam.


***

Wieczorem wykończona wróciłam na 19 do domu. Niko już był.
-Jak ci minął dzień?-zapytał dając mi buziaka na przywitanie.
-Jak na zajęciach. Trudny materiał i wymagający profesorzy.
-Nie dziwiłbym się jakby cie wywalili, normalnie zagrażasz profesorom... nie bądź taka skromna wiem że nie musisz zakuwać do egzaminów bo i tak to zdasz z zamkniętymi oczami.
-Nie prawda, jeszcze sporo przede mną.
-Moja skromnisia.
Przewróciłam oczami. Niko ukończył tylko technikum, nie poszedł dalej do szkoły mimo iż go namawiałam. Pomagałam mu w nauce i wiedziałam że poradziłby sobie w akademii muzycznej do której planował iść. Mógłby zostać profesorem. Nauczać innych. Jednak postanowił inaczej.
-Za tydzień zaczynam praktyki.
-Ja w czwartek wyjeżdżam z chłopakami, to dobrze bo i tak byśmy się nie widzieli.
-Na ile jedziecie?
-Miesiąc.
-Co? Serio?
-Mamy kilka kontraktów. To nasza szansa.
-Za dwa tygodnie mam urodziny..
-Pogadamy przez kamerkę. Pójdziesz sobie z dziewczynami do klubu.
-Wiesz że wolałabym wieczór we dwoje. -powiedziałam dąsając się.
-Wynagrodzę Ci to.
-Zawsze mi to wynagradzasz..
Walentynki, moje imieniny już 2 razy urodziny i pół wakacji. Zawsze go nie było. Jednak starałam się go wspierać. Kochałam go i jego szczęście było dla mnie najważniejsze.

sobota, 12 stycznia 2019

Od Deana

   Krążyłem piątkowym wieczorem swoim audi R8 t, zastanawiając się co dziś będę robił. Oprócz planów zobaczenia się z Billie to teoretycznie nic, jeśli biorąc pod uwagę dostarczenie towaru do ludzi. W swoim mieszkaniu nie chowam kasy ani materiału, byłbym idiotą gdybym kokainę i forsę trzymał w domu. Wynajmuję drugie, bo mnie na to stać. Drugie po to, by tam chować 50 tysięcy euro w gotówce i parę  kilogramów kokainy. Co jakiś czas się tam pokazuję by sąsiedzi nic nie podejrzewali, ale to osiedle składa się ze starych ludzi, których nic nie obchodzi tylko cisza i spokój. Czasem nawet na noc zostawiam cicho włączoną muzykę by wyglądało, że ktoś tam jest. Mieszkanie należy do siostry Billie, która nie pytała nawet, po co mi drugie. Obie były zdrowo walnięte, jednak Samantha była od niej starsza, miała dwójkę dzieci i męża, a Billie... Billie wiecznie ma głowę w chmurach, razem ze swoją ciemną duszą i depresją. Jednak nigdy o tym nie gadamy jeśli nie chce. Nie mam przyjaciół wcale, bo po co? Nie obracam lasek, nie interesuje mnie miłość ani coś w tym guście bo to nie istnieje. Billie czuje do mnie wielką sympatię i szacunek, lubimy gadać albo milczeć wspólnie. Wie o tym kim jestem, nie raz otarłem się porządnie o kłopoty, jednak na szczęście ona ma kontakty bo ma kasę. I zna wszystkich. Wszystkich wpływowych. 
   Wchodząc do jednego z pobliskich barów, gdzie nikt mnie nie kojarzy zauważyłem te bujne, rozczochrane włosy. Billie kiwnęła głową i poszła po schodach na dach. To jeden z jej barów, jest właścicielką niektórych, stąd trzepie kasę bo ma do biznesów głowę. 
   Na dachu miała stolik i dwa krzesła. Usiadła na jednym z nich i spoglądała na popielniczkę zabrudzoną popiołem. 
-Napijesz się czegoś? - spytałem, a ona wykrzywiła twarz na milion sposobów. 












-A co proponujesz? 
-Nie wiem, co masz w asortymencie swoich klubów. 
-A wiesz co? Pieprzyć to, chodź na dół. Siedzę tu cały dzień, do cholery. 
   Była zmienna, zaraz powie, że chce wracać na górę, bo tu jest za głośno. Ale wciąż ją lubiłem. 
   Gdy piliśmy jedno z piw obserwując tych wszystkich ludzi, naćpanych jak stodoła nawet nie mówiliśmy nic, bo nie musieliśmy. Widziałem, że coś nie gra ale wiedziałem, że powie mi sama gdy będzie chciała. 
-Dean, a przypadkiem tam nie stoi Lucy?
   Obejrzałem się i znalazłem ją wzrokiem, stała i paliła papierosa, słuchając, a raczej udając, że słucha, jakiś kolesi. Lucy to moja była, rzuciła mnie bo nie chciała więcej ''żyć w strachu''. Może i słusznie, ale kochałem ją, dawałem jej wszystko czego chciałem, a nie to co ona chciała. Odwróciłem szybko wzrok i spojrzałem na butelkę piwa. 
   Nie myśl o niej, wymaż ją... 
   Bum, i myśl zniknęła. 
-Boli? Poważnie? - parsknęła spoglądając wciąż na Lucy. 
-Mam ją gdzieś. 
-Jasne. Wiem. - odparła. - Telefon ci dzwoni. 
-Hm? - spojrzałem na przyjaciółkę i na telefon ''służbowy'' który wibrował na blacie. Odebrałem. - Kto mówi?
-Ty już kurna nie poznajesz numerów? - Stary parsknął, pewnie opluwając przy tym telefon. 
-Czego chcesz?
-Jakiś koleś chciał zajebać mi towar. 
-Chyba za dużo wypiłeś. 
-Jak nie przyjedziesz i nie doprowadzisz sprawy do końca to kolesia wrzucę żywcem do pieprzonej wody. 
   Rozłączył się a ja dopiłem piwo do końca i pożegnałem się z Billie. Lucy nie było przy wyjściu z klubu, wszedłem do auta i ruszyłem do Starego. Stary miał około 40 lat i wyglądał, jakby twarz buldoga wsadzić do blendera. Oddychał głośno i ciężko, pił i ćpał więcej niż sam waży. 
   Zajechałem na klubik Starego, swoją drogą wisiał mi 30 koła, ale to załatwię przy okazji. Podejrzewałem, że wciągnął nie ten towar co trzeba i ma omamy, albo sam pociągnął towar i myśli, że ktoś mu zawinął.
   Wszedłem od razu do środka, do małego pomieszczenia który nazywał swoim gabinetem. A wyglądało jak mała klitka w pierdlu. Jednak przed drzwiami słyszałem już krzyki i to nie Starego, tylko kogoś innego. Gdy otworzyłem drzwi ujrzałem Starego który naćpany rzucał się z jakimś typem. Wyglądał jak pies, nie myliłem się. Odznaka leżała na biurku a ja odciągnąłem Starego i postawiłem krzesło ze związanym policjantem na nogi. 
-To jest, kurwa, pies, kretynie. - wyrecytowałem by zrozumiał. 
-On zabrał mi towar! 
-Stul pysk. - mruknąłem. Byłem spokojny, rzadko kiedy się denerwowałem. 
-Oj źle skończycie... źle...
-Ta? - spojrzałem na policjanta. 
-Zawiadomiłem swoich. - roześmiał się policjant, trochę z obitym ryjem. 
   Nagle pies wyrwał się z lin i uderzył mnie, kutas. Gdy mu przywaliłem rozłożyło go ponownie na krześle. 
-Ty, kurwa masz chyba niepoukładane we łbie, co? - zwróciłem się do psa wymachując mu rewolwerem przed twarzą.









-Zaraz będą tu ci którzy zrobią z wami porządek.
-Wiesz co? - schyliłem się do niego i przywaliłem mu znowu prawdopodobnie łamiąc mu nos, bo krwotok był ogromny. - A może zrobimy po mojemu, hm? 











-Daj mi towar. - zwróciłem się do Starego. 
-Po chuj?
-Daj, kurwa, chyba, że chcesz wylądować w pierdlu. 
   Podał mi kokainę i jakiś syf, czyli faraona. Faraon to taka forma pixy, tylko w połączeniu z kokainą ma skutki uboczne. 
   Sprałem tego kolesia do odcięcia i wpakowałem mu na siłę i koks i tableteczki. Spojrzałem na Starego i zabrałem go stąd do swojego auta. 
-Czekaj tu. 
   Gdy psy przyjechały podstawiłem Billie, by udawała żonę właściciela. Powiedziała im, że koleś z psów na nią napadł, chciał zgwałcić i był agresywny. A że w organiźmie tego fagasa była kokaina i faraon to miał życie zniszczone w zawodzie. 
   Nie pozwalałem sobie na kłopoty i nigdy nie wpadłem z towarem. Jestem swoim własnym szefem i nigdy nikogo nie zabiłem, chociaż zawsze jestem na to przygotowany. 
   Zabrałem Starego na rozmowę w 4 oczy. Musiał oddać mi pieniądze.