Podwiozłem ją pod dom, od niechcenia, bo wiedziałem kim jest i już mój rendgen ją prześwietlił. Miałem nosa do ludzi, nic dziwnego, skoro tylu ich poznaję i znam. Miałem przeczucie, że z nią jest coś nie tak i proszę - prokuratorka. Musiałem się jej pozbyć jak najszybciej, dość mam problemów z dłużnikami, których muszę kropnąć.
Zajechałem na zapamiętany adres, choć dziewczyna powtarzała mi go w kółko, jakbym nie pamiętał nic z poprzedniej nocy. Jednak wyszła, gdy podjechałem pod adres, pod klatką schodową czekał na nią prawdopodobnie chłopak, który widząc mnie nie był zadowolony, ale co mnie to obchodzi. Nie chciałby ze mną zaczynać, a ja nie miałbym skrupułów w razie ''w''. Na odchodne rzuciła wyraźne ''cześć'' z namysłem, że jej odpowiem ale nic nie powiedziałem. Wolałem to zakończyć szybciej niż się zaczęło.
Miałem dziś kupę roboty, więc z piskiem opon po jej wyjściu odjechałem czarnym audi. Pojechałem do mojego apartamentowca, w którym wynajmowałem mieszkanie. Może i byłem prostym facetem, ale lubiłem wygody i na nie zasłużyłem czy nie - były takie jak każdy by chciał. Nikogo tu nie zapraszałem, nie mówiłem adresu zamieszkania. Moim dowodowym adresem jest ta melina na slamsach, zaraz na uboczu miasta w tych nudnych i starych kamienicach.
Wparowałem do domu i poszedłem pod prysznic. Długo czekałem na to, by w spokoju wejść do własnego mieszkania i się wyluzować, bo praktycznie nie mam na to czasu. Ja tylko tu jem, śpię i relaksuję maksymalnie godzinę, bo dwie to strata mojego cennego czasu w pracy. A każda godzina to dla mnie pieniądze.
Usłyszałem wibracje telefonu leżącego na stole, powolnie zawinąłem ręcznik i zerknąłem na wyświetlacz.
-Jak tam, Chris? - odparłem zmęczony, bo miałem nadzieję na chwilę wytchnienia.
-Jestem u mamy, może wpadniesz na obiad?
Parsknąłem pod nosem, jakby mnie nie znał. Lub spytał z nadzieją, że wpadnę bo bardziej chodziło mu o matkę. Rzadko mnie widuje, mało o mnie wie. Nikt o mnie nic nie wie, dosłownie nikogo nie dopuszczam do siebie bliżej niż tylko w kwestii pieniędzy. Byłem bardzo ostrożny, by nikt mnie nie znał.
-Dean? - brat wyrwał mnie z zamyślenia. - Stary, muszę ci coś powiedzieć...!
-To złapiemy się potem. Jestem zajęty.
-Ty zawsze zabiegany, ta? - spytał ironicznie, wyobraziłem sobie uśmiech na jego pulchnej twarzy.
-Będę dzwonił. - rozłączyłem się i zacząłem się ogarniać sprawie by do 18 być gotów.
Miałem kupę czasu, ale czekała mnie rozmowa z Astanem. Człowiekiem tak wkurwiającym i za razem wpływowym, że aż mi się odechciało wychodzić z domu pierwszy raz od dawna. Był pewnego rodzaju ''panem miast'', tak na niego mówią. Ma miliony na koncie, ma własne firmy a na boku to prawdziwy mafiozo który nie raz zabił by uzyskać sukces i pieniądze. Jest nietykalny i nieobliczalny, gdy Billie mi powiedziała, że ją śledzi byłem pewny, że zależy mu na tym, by się spotkać. Nigdy by jej nie ruszył bo wie, że za nią jestem w stanie nawet zabić jego samego, choć musiałbym się postarać.
Pojechałem tam, gdzie zawsze bywał. W mini knajpce za rogiem w centrum, uwielbiał to chińskie śmieciowe żarcie, w knajpie która zarabia nawet nie 1/50 jego zarobków. Usiadłem naprzeciwko niego, tym razem by wtopić się w ludzi gdy był dzień ubrałem się nieco normalnie, bo zwykle chodziłem ubrany na czarno. Rozejrzałem się, czy nikogo nie ma w pobliżu. Astan był rozpoznawalny, policja ma na niego oko. Gdy mnie zobaczą musiałbym się nagimnastykować, by ujść cało z towarem i kasą.
-Już się tak nie stresuj - roześmiał się Astan. - Nikt tu nas nie przyczai.
-Czego chcesz?
-A skąd wiesz, że chcę? - błysnął zębami, mieląc chińszczyznę.
-Billie nie bez powodu śledziłeś, wiedziałeś, że przez nią przyjdę.
-Bo twoja rodzinka nawet by się nie zorientowała. Chris? Zarabia połowę tego co ja... i nie masz z nikim kontaktu tak jak z tą lalunią.
-Do rzeczy.
-Tobie zawsze się tak spieszy... - rozsiadł się i spoglądał na mnie chwile nic nie mówiąc. - Słuchaj, chcę żebyś dla mnie pracował.
-Po tym co zrobiłeś ostatnio? Pojebało cię?
-Dean, ty wiesz, że mam to co chcę. A Ty jesteś z tej najwyższej półki.
-Masz swoich ludzi.
-Ale nikt nie odwali tej roboty jak ty.
-Ile za tą robotę?
-A szczegóły?
-Najpierw forsa.
-Wiedziałęm, że cię przekonam. - pokiwał palcem zadowolony, jakby dać dziecku cukierka.
Byłem niewidzialny w tym co robiłem, ceniłem się za mokrą robotę jeśli miała się zdarzyć, no i lubiłem ubijać interes tak, żeby było po mojemu. To on mnie potrzebuje, a ja kasy mam tyle, że do emerytury mogę leżeć i zbijać bąki.
-Dwieście.
Roześmiałem się i oparłem o krzesło.
-Dwieście to ja mam w banku, a dwa razy tyle w mieszkanku.
-Dobra, dwa razy tyle.
-Co to za robota?
Wstał i odszedł od stolika kładąc pieniądze. Poszedł w stronę auta i wiedziałem, że mam jechać z nim, nie musiał nic mówić. Jechaliśmy za miasto, do jego domu ''tymczasowego''. Usiadł na kanapie i nalał sobie whisky.
-Musisz dla mnie wejść do firmy Corporite Infotek i ''zdobyć'' na nich haka.
-To jest żart? Mam wpychać kokainę w ludzi? Nie możesz sam wpuścić tam kogoś mniej ważnego?
-Wiem, że zrobisz to tak, by wyjść cało. Masz ode mnie zapewnioną ochronę.
-Jak FBI wpadnie to twoja ochrona mi może skoczyć.
-Pół miliona.
-Co? - spojrzałem na niego nie łapiąc od razu.
-Pół miliona do ręki. Za całą robotę.
Aż tak mnie cenił? Ta kwota była osiągalna, ale dla mnie... była tak wielka, że nie musiałem myśleć.
-Po co mam to robić?
-Gnoje wpuszczają do mnie do firmy węszących kundli, jakieś wtyki. Odebrali mi dwa projekty, wielkie projekty za które strzepałbym miliony. Skończą swoją działalność w pierdlu, jak tylko Ty ich wykończysz.
-Domyślą się, że to ja.
-Dostali informację od Hiszpańskiego wielkiego producenta, że przybędzie do nich wysłannik, masz oceniać czy ich propozycje się nadają. Mój przyjaciel który ze mną współpracuje zgodził się na to, bo ta sama firma też kiedyś z nim zadarła.
-Nie znam Hiszpańskiego.
-O to się nie martw, nauczy cię moja sekretarka.
-Sekretarka?
-Jest hiszpanką, mnie nauczyła podstaw w tydzień w ramach wymiany narodowej biznesów, dasz radę.
-Tylko ty masz 60 lat, trochę zwiedziłeś świata.
-Ty też zwiedzisz, co cię trzyma? Kobiety nie masz, rodziny nie masz, zobowiązań nie masz! W tym świecie liczą się pieniądze i trzeba kombinować, jak ustać na nogach. Jeśli pozwolisz komuś kiedykolwiek zniszczyć ci to, co budujesz od kilkunastu lat - zabij go albo zgiń.
Zacisnąłem zęby i myśląc o tym, że Astan naprawdę ma milion kontaktów, ochronę mi zapewnił ostatnim razem bez zarzutów, tylko moim błędem było wychylanie się zbytnio, ale byłem gówniarzem. Teraz wie, że można na mnie liczyć i zrobię co każe.
Ubił mnie w garniak i wyczekiwał efektu. Gdy wyszedłem i zobaczyłem siebie w lustrze nie wierzyłem co robię.
-Idealnie... perfekcyjnie.
-Jak biznesio z hiszpanii to ja nie wyglądam.
-Rozluźnij się. Musisz być tajemniczy w tamtej firmie, nieotwarty. Klara jest moją sekretarką, dorabia, ale jest świetna. Jest wcześnie, więc pojedziemy tam od razu.
Po prostu cudownie... czeka mnie wiele godzin pracy nad pół milionem.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz